Tutaj jesteś: Społeczność » Blogi » Blog kierowcy paweldejko » Porozmawiajmy o wypadkach







Prześlij sugestię
Wpis w blogu użytkownika paweldejko
LLB
Jeździ: Alfa Romeo 159
Wcześniej jeździł: Opel Astra
Dodano: 12 dni temu
Blog odwiedzono 118 razy
Data wydarzenia: 03.09.2019
Porozmawiajmy o wypadkach
Kategoria: obserwacja
Będzie długo, więc jak ktoś ma zamiar marudzić, to niech lepiej da sobie spokój, nie czyta, poogląda jakieś obrazki.

Niedawno opublikowano najnowszy raport z którego wynika, że jest źle. Polska znów w czołówce najniebezpieczniejszych krajów. Giną na naszych drogach tysiące osób, czego oczywiście nie ma miejsca za granicą (bo tam wszystko lepsze). Media podsycają panikę, a komentujący prześcigają się w pomysłach pozwalających na poprawienie przerażających statystyk.

To co najbardziej mnie boli, to niski poziom debaty publicznej. Jeszcze 10-15 lat temu, dało się sensownie porozmawiać o skutkach i przyczynach. Dziś jest to niemożliwe. Ludzie zamiast analizować i wyciągać wnioski, wolą powtarzać frazesy wyczytane z innych, anonimowych komentarzy. Do dużej ilości wypadków dochodzi oczywiście z dwóch powodów: prędkości i niskich mandatów. Argumentacji tej wtórują domorośli prawnicy... o pardon, nie!!! Kurde! Jak masz dodatnie IQ, przeczytałeś KK, znasz podstawowe zasady funkcjonowania prawa i potrafisz logicznie myśleć – wtedy jesteś domorosłym prawnikiem. Ale jak prawo znasz tylko z komentarzy innych imbecyli, nigdy nie zadałaś sobie trudu poczytania o nim czegokolwiek, no to tworzysz teorie, że sprawcy śmiertelnych wypadków powinni odpowiadać za „morderstwo z premedytacją w zamiarze ewentualnym” (bosze... co za twór!!!) i dzięki takiej klasyfikacji odbywać kary dożywotniego pozbawienia wolności.

Bezpieczeństwem ruchu drogowego interesuję się od blisko 25 lat. Stanowi ona część mojej pracy zawodowej. Mam kontakt z funkcjonariuszami policji, prokuratorami, biegłymi z zakresu analizy ruchu drogowego oraz sędziami oceniającymi sprawy. Kilkukrotnie opiniowałem propozycje wprowadzanych zmian w UPoRD oraz przedstawiałem swoje propozycje ich brzmienia. Nie jestem ekspertem, ale coś tam w temacie liznąłem. Nadto od 19 lat mam prawo jazdy i jeżdżąc czynnie po całej Polsce nigdy nie spowodowałem ani nie uczestniczyłem w żadnym zdarzeniu drogowym. Coś tam więc chyba na ten temat napisać mogę, co nie będzie obiektywnie patrząc, stekiem bzdur.

Wielka manipulacja...

Zacznę przewrotnie: media nami manipulują. Wyobraźmy sobie, że mamy dwie fabryki: X i Y – obie produkujące to samo, w ten sam sposób i zatrudniające podobną ilość pracowników. W fabryce X dochodzi o 1 000 wypadków przy pracy rocznie, w których uciętych zostaje 200 palców, ale 180 z nich udaje się przyszyć w przyzakładowej sali chirurgicznej. W fabryce Y dochodzi do 500 wypadków przy pracy rocznie, w których uciętych zostaje 150 palców, ale tylko 100 z nich udaje się z powrotem przyszyć. Która fabryka jest bardziej niebezpieczna? Pobieżna (aczkolwiek słuszna) analiza wskazuje, że fabryka X, bo dochodzi do niej do dwukrotnie większej ilości wypadków przy pracy. Jest niebezpiecznie, tyle że dysponują dobrymi chirurgami. Ale media podadzą, że bardziej niebezpieczna jest fabryka Y, bo co roku palce traci w niej 50 osób (w fabryce X tylko 20). Absurd? Oczywiście. Ale z dokładnie tym samym absurdem mamy do czynienia w przypadku statystyk dotyczących ruchu drogowego.

Media podają informacje dotyczące ilości wypadków śmiertelnych. To znaczy ile osób zmarło w wyniku zdarzeń drogowych. Dane te podaje się w odniesieniu do ilości pojazdów, powierzchni, ludności, przejechanych kilometrów czy ogólnej długości wszystkich dróg. I Polska wypada tu słabo. Ginie bardzo dużo osób (zostaje uciętych cała masa palców – stosując analogię do fabryki).

Przyjrzyjmy się statystykom z 2015 roku (dla danych z tego okresu, swojego czasu przygotowałem rozbudowaną analizę). W Polsce doszło do 32 967 wypadków, w których zginęło 2 938 osób. To oznacza, że śmiertelność wynosi 8,9% i stawia nas na końcu Europejskich statystyk (średnia w UE to 2,2%). Najlepiej wypadają Niemcy (1,1%), Wielka Brytania (1,2%) i Austria (1,3%). Ale wiecie dlaczego? Wcale nie dlatego, że są to bezpieczne kraje, w których do wypadków nie dochodzi. W Niemczech, w analogicznym okresie czasu doszło do 305 659 wypadków, w których śmierć poniosło 3 459 osób. W UK do 146 203 wypadków, w których śmierć poniosło 1 804 osoby. W Austrii 37 960 wypadków i 479 osób zmarło. Oczywiście to suche dane, nie uwzględniające populacji, poziomu zmotoryzowania czy sumarycznej długości dróg. Jeśli ilość wypadków zestawimy z ludnością danych krajów okaże się, że w Polsce uczestniczy w nich 0,09% obywateli, w Niemczech 0,38%, w UK 0,28%, a w Austrii 0,44%. Średnia unijna to 0,25% - a więc we wszystkich tych najbezpieczniejszych (zgodnie z doniesieniami medialnymi) krajach, statystyczna szansa na udział w wypadku drogowym jest wyższa od średniej unijnej i znacznie wyższa niż w Polsce, a najgorzej ze wszystkich krajów europejskich wypada... właśnie Austria!

To co powinno mieć wpływ na interpretację statystyk to również zagęszczenie pojazdów. Jest to stosunek ilości pojazdów zarejestrowanych w danym kraj, do jego powierzchni. Wiadomo, że im większa gęstość, tym większa szansa na wypadek. Dlatego dobrze w tych statystykach wypadają Norwegia czy Szwecja, bo to duże i rzadko zaludnione kraje. Stosunek ilości wypadków do zagęszczenia pojazdów wynosi w Polsce 394, w Niemczech 1 958, w UK 1 013 w Austrii 492 (im więcej, tym gorzej).

Na tle przytoczonych danych, Polska prezentuje się wręcz wzorowo. Ale to jest tylko ilość wypadków (które media pomijają), a nie ilość ofiar śmiertelnych tych wypadków (które media podkreślają i straszą nimi ludzi). Ktoś może powiedzieć, że śmierć to najgorsze co może się wydarzyć. Czyżby? Wypadek definiowany jest jako zdarzenie losowe ze skutkiem w postaci śmierci lub rozstroju organizmu trwającego dłużej niż 7 dni. Zatem śmierć, to tylko jedna z konsekwencji. Pozostałe to stałe kalectwo, paraliż, uszkodzenie mózgu, pourywane kończyny, uszkodzone narządy, złamania, rozległe pokaleczenia, wstrząśnienia itd. – o których już w statystykach się nie mówi, a które są nieraz znacznie większą tragedią niż śmierć (ja bym wolał umrzeć, niż resztę życia być sparaliżowanym od szyi w dół). Czy bardziej istotny w ocenie bezpieczeństwa na drodze jest fakt wystąpienia wypadku, czy fakt śmierci jego uczestnika? Moim zdaniem fakt wystąpienia wypadku. Wypadek to jest zdarzenie do którego doszło z powodu nieprzestrzegania przepisów ruchu drogowego przez jednego lub wielu jego uczestników. Skutki mogą zależeć od wielu czynników. Więc podliczanie tylko najgorszych skutków i budowanie na tej podstawie tez, uważam za obrzydliwą manipulację.

W tej sytuacji należałoby się zastanawiać nie nad tym, czy w Polsce może dochodzić do mniejszej ilości wypadków (bo tych jest stosunkowo niewiele), ale nad tym jak ograniczyć ich skutki (bo te są katastrofalne). Co wpływa na to, że w Niemczech, Austrii czy Wielkiej Brytanii dochodzi do mniejszej ilości zgonów, jako skutków zdarzeń drogowych? To co przede wszystkim rzuca się w oczy, to to, że te kraje są znacznie bogatsze od Polski. Co to oznacza?

1. Lepsza infrastruktura. Liczba km autostrad na 1 km kw powierzchni kraju wynosi w Polsce 0,005; w Niemczech 0,043; w Wielkiej Brytanii 0,015 i 0,025 w Austrii. Kowalski jadąc z punktu A do B pokonuje 300 km drogami powiatowymi i krajowymi, w towarzystwie wyrastających z pobocza drzew, ciągników włączających się do ruchu z dróg polnych, po krętych drogach i przez tereny zabudowane. Hans jedzie sobie autobahnem, gdzie w razie wypadku uderzy co najwyżej w barierę energochłonną, zamiast owijać się wokół drzewa na poboczu albo zderzyć czołowo z Audi A3 wyprzedzającym na oślep dziadka w Matizie pomiędzy Piździchowem, a Chujowicami. Po prostu skutki wypadków na drodze szybkiego ruchu są łagodniejsze (brak drzew na poboczu, brak ciągników, pieszych, rowerzystów, obszarów zabudowanych, skrzyżowań kolizyjnych, pojazdów jadących z przeciwka).
2. Nowszy tabor pojazdów. Średnia wieku wszystkich zarejestrowanych pojazdów w danych krajach (tak wiem, uwzględnia pojazdy widmo gnijące po stodołach) wynosi: 17,2 lata dla Polski, 8,9 roku dla Niemiec, 8,5 roku dla Wielkiej Brytanii i 8,9 roku dla Austrii. Jeśli chodzi o Polskę, uwzględniając nawet tylko te pojazdy w których przypadku regularnie opłacane jest OC i podbijane przeglądy techniczne, średnia wieku wynosi 14 lat. Nie ulega wątpliwości, że kilkuletni samochód będzie znacznie bardziej bezpieczny od samochodu kilkunastoletniego – który w dodatku, w motoryzacyjnym kraju trzeciego świata, mógł być po wielokrotnych naprawach blacharskich, gdzie poduszki powietrzne, napinacze pasów i struktura wzmocnień nadwozia są już tylko wspomnieniem.
3. Tego nie jestem pewien, ale być może również skuteczność ochrony zdrowia. Czas dotarcia służb medycznych do wypadku, czas transportu, czas oczekiwania na specjalistyczną pomoc... W Polsce mamy 1 360 karetek. Samych limuzyn do dyspozycji rządu pozostaje 2 142 (dane z 03.2019). Nie wiem jak to wygląda za granicą. Nie wiem też czy za granicą zdarzają się sytuację, że przytomna jeszcze ofiara wypadku musi leżeć na sorze przez 9 godzin, bo w tym czasie poza kolejnością przyjmowani są nieprzytomni żule, stali bywalcy szpitala, dowożeni tam średnio raz na dwa tygodnie (na SOR nieprzytomny ma pierwszeństwo przed przytomnym). Nie wiem też, czy karetka musi pokonać kilkadziesiąt kilometrów między szpitalami, bo w kolejnych placówkach albo nie ma miejsca, albo nie ma obsady, albo odpowiedniego stopnia referencyjności.

Szybko ale bezpiecznie

Nienawidzę nadużywania tego terminu w ostatnim czasie, przez drogowych analfabetów. Kiedyś oznaczało to jazdę dynamiczną, efektywną – być może sprzeczną z ustawowymi ograniczeniami prędkości, ale zawsze dostosowaną do warunków na drodze i z dużym zapasem bezpieczeństwa. Obecnie wystarczy filmik z jakimś debilem który przy 200 km/h uderza w ludzi stojących na przystanku, a w komentarzach pojawia się pięćset drwiących wypowiedzi, że „jechał szybko ale bezpiecznie”.

Coraz głośniejsza i większa jest grupa osób, która za jedyną przyczynę wszelkiego zła uważa prędkość. Podaje się przykłady Francji, gdzie prędkość maksymalna została zredukowana celem zmniejszenia skutków wypadków drogowych (śmiertelność we Francji to 6,1%). To już nie tylko grupy nawiedzonych aktywistów miejskich, lewicowe eko partie, ale również sami kierowcy postulują wprowadzenie ograniczeń. Tymczasem nie trzeba nawet sięgać do statystyk policyjnych. Wystarczy spojrzeć na typową kompilację nagrań zamieszczanych na kanałach typu „Polskie Drogi”. Mało jest tam zarejestrowanych przypadków, gdy ktoś z gigantyczną prędkością uderza w kogoś innego. Zdecydowana większość zdarzeń to nieustąpienie pierwszeństwa, najechanie na tył poprzedzającego pojazdu lub utrata kontroli nad prowadzonym pojazdem (niedostosowanie prędkości do warunków, ale często również zły stan techniczny pojazdu).

Najczęstszą karą wystawianą za przekroczenie prędkości jest mandat w wysokości 200 zł, co oznacza przekroczenie dopuszczalnej prędkości o około 30 km/h. Reporterzy TVN Turbo dokonali kiedyś pomiaru na autostradach i drogach ekspresowych z których wynikało, że kierowcy faktycznie przekraczają tam prędkość, ale zwykle jadą mniej niż 160-170 km/h. Cisnący ponad 200 km/h to pojedyncze przypadki. Pokrywa się to z moim doświadczeniem życiowym. Jadąc po autostradzie licznikowe 150 km/h, jestem jednym z najszybszych uczestników ruchu drogowego. Wyprzedzają mnie przeważnie kierowcy sportowych aut, luksusowych limuzyn i przedstawiciele handlowi.

Ze statystyk policyjnych wynika, że do największej ilości wypadków dochodzi z powodu nieudzielenia pierwszeństwa przejazdu. Niedostosowanie prędkości do warunków jest na drugiej pozycji (dane za rok 2018). Przy czym niedostosowanie prędkości do warunków nie jest równoznaczne z przekroczeniem prędkości ustawowej. Jeśli na dozwolonej 70 dwoma pasami równolegle jedzie dwóch kierowców z prędkością 50 km/h i na łuku jeden z nich starci panowanie nad pojazdem (np. w skutek złego stanu technicznego) i ulegnie wypadkowi – policja wpisze w protokół niedostosowanie prędkości do warunków. W Polsce każdy przypadek nie jest badany przez biegłych, więc do statystyk trafiają dane wprowadzane na zasadzie „wydaje mi się”. Nikt nie sprawdza, czy do utraty kontroli nad pojazdem doszło na skutek zbyt dużej prędkości, czy zużytych opon albo awarii układu kierowniczego lub zawieszenia. Wypadł z trasy = za szybko jechał.

Z lekcji fizyki wynika jasno, że im niższa prędkość, tym mniejsze skutki wypadku. Ale czy w praktyce to się sprawdza? Ze statystyk śmiertelności przytaczanych przez media wynika, że najniższa jest w Niemczech. A nie jest to kraj niskich prędkości! Na 51% odcinków dróg szybkiego ruchu (dane na rok 2016), nie obowiązują ograniczenia prędkości, a na pozostałych odcinkach dróg poza terenem zabudowanym, limit wynosi 100 km/h. Średnie prędkości osiągane w Niemczech (w skali globalnej), z pewnością są wyższe niż średnie prędkości osiągane w Polsce. Skoro współczynnik śmiertelności jest niższy (ba, najniższy w Europie!), to znaczy że nie prędkość jest tutaj problemem. Inaczej to właśnie Niemcy byliby w czołówce najniebezpieczniejszych krajów nie tylko w Europie, ale i na świecie.

Lekarstwem wyższe kwoty mandatów

Internetowi spece od prawa wiedzą jak rozwiązać problem. W pierwszej kolejności należy podwyższyć kwoty mandatów, bo te obecnie stosowane są skandalicznie niskie. Następnie zmienić definicję zabójstwa w taki sposób, by obejmowała spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego. Tak jest podobno w „cywilizowanych krajach” i tak powinno być u nas.

Zacznijmy od naszego podwórka. Maksymalny mandat za jedno wykroczenie wynosi 500 zł, za tzw. zbieg wykroczeń 1 000 zł. Sąd może nałożyć karę do 5 000 zł. Najwyższy mandat grozi osobom które przekroczyły dozwoloną prędkość o ponad 50 km/h, ominęły pojazd który zatrzymał się przed przejściem dla pieszych celem udzielenia pierwszeństwa pieszym, nie miały uprawnień do prowadzenia pojazdu, przewoziły nadmiarową ilość osób lub nie zastosowały się do znaków zakazujących wjazdu pojazdom przekraczającym wskazaną masę całkowitą. Stawki mandatów ustalono w 1995 roku i obecnie, rzekomo, mają być zbyt niskie i nie pełnić roli odstraszającej.

Przyjrzyjmy się faktom. W 2018 roku doszło do 31 674 wypadków, w których śmierć poniosło 2 862 osoby. Mimo rosnącej siły nabywczej, przy stałych kwotach mandatów – powodującej że najwyższy mandat stanowi jedynie niecałe 11% średniej krajowej, tendencja jest spadkowa. Ludzie płacą mniej dotkliwe mandaty, a ilość wypadków spada. A to mimo wzrostu ilości pojazdów na drogach oraz osób posiadających uprawnienia do kierowania nimi. Jeśli wierzyć w teorie internetowych specjalistów, w 1995 roku gdy wprowadzono obowiązujące do dziś stawki mandatów – gdzie najwyższy mandat wynosił ponad 71% średniej krajowej, ilość wypadków powinna być znacznie mniejsza niż obecnie. Tymczasem statystyki mówią o 56 904 wypadkach w których śmierć poniosło 6 900 osób. Ba – czy od wprowadzenia nowych stawek mandatów poprawiło się bezpieczeństwo? Niestety nie! Ilość wypadków wzrastała do rekordowych 66 586 w roku 1997. A stawki najwyższego mandatu wynosiły dwukrotność najniższego wynagrodzenia, czyli na dzisiejszą siłę nabywczą ponad 4 000 zł.

A jak sytuacja wygląda w najbezpieczniejszych statystycznie Niemcach? Przeliczając euro na złotówki, faktycznie można się złapać za głowę. Ale nie zapominajmy, że Niemcy nie tylko płacą w euro, ale też zarabiają w tej walucie. Za przekroczenie prędkości o 50 km/h w terenie niezabudowanym, Niemiec zapłaci mandat w wysokości 240 euro, co stanowi nieco ponad 6% średniej krajowej (dla przypomnienia, Polak za to samo wykroczenie zapłaci blisko 11% średniej krajowej). W zbiorze krajów, w których kara się wyjątkowo surowo, znalazły się takie kraje jak: Austria, Estonia, Francja, Wielka Brytania i Norwegia. Nie dysponuję danymi dla Norwegii i Estonii, przyjrzyjmy się zatem pozostałym krajom. Przypomnę: stosunek ilości wypadków do zagęszczenia pojazdów w Polsce wynosi 394, średnia unijna to 550. Austria – 492; Francja – 725; Wielka Brytania – 953. Drogo bywa również we Włoszech i Szwajcarii. Nie mam danych dla Szwajcarii, ale dla Włoch ww. wskaźnik wynosi 1 013. Zatem jak widać z powyższych wyliczeń, kwota mandatu ma się nijak do bezpieczeństwa na drogach.

Warto wspomnieć jeszcze o ściągalności mandatów, z osób, w których przypadku nie ma czego licytować, bo oficjalnie nic nie należy do nich. W ostatnich czasach (po presji społeczeństwa) prawo znacznie mocniej chroni takie osoby, przez co stają się praktycznie nietykalni. Może i w kraju XXX działa warunkowanie wysokości mandatu od osiąganych dochodów. Ale czy ktoś analizował w jakim stopniu obywatele tego kraju są uczciwi wobec fiskusa i jaki odsetek stanowi szara strefa? Ilu w Norwegii znajdzie się bezdomnych przedsiębiorców na utrzymaniu żony, łamiących przepisy swoim BMW X7 w leasingu na firmę, która od dziesięciu lat przynosi tylko straty? No właśnie.

Co ze zmianą definicji zabójstwa? Zdaniem niektórych, odpowiedzialność dla sprawców śmiertelnych wypadków drogowych, gdyby była taka jak dla zabójcy, zmniejszyłoby to ilość wypadków ze skutkiem śmiertelnym.

Ze statystyk policyjnych wynika, że w 2017 roku stwierdzono 513 zabójstw. Przypomnę, że zabójstwo jest przestępstwem umyślnym. Stwierdza się je wtedy, gdy uda się udowodnić, że sprawca działał z zamiarem odebrania życia. Czym innym są sytuacje w których takiego dowodu przeprowadzić się nie da, lub wprost z ustaleń wynika, że celem sprawcy nie było odebranie życia, do którego doszło nieumyślnie. W 513 przypadkach, ktoś doszedł do wniosku, że w poważaniu ma karę nawet dożywotniej odsiadki i od tak sobie kogoś zabije. Skoro ten straszak nie zadziałał w 513 przypadkach przestępstwa umyślnego to na jakiej podstawie wysuwane jest stwierdzenie, że zadziała w przypadku przestępstwa nieumyślnego?!

Jak wynika ze statystyk policyjnych, najczęstszą przyczyną wypadków jest nieudzielenie pierwszeństwa. Czyli ktoś, w granicach własnej percepcji zakłada, że może jechać, podejmuje decyzję i dochodzi do kolizji. Jeśli będzie mu za to groziła kara od 12 lat pozbawienia wolności to czego oczekują internetowi znawcy? Że taki człowiek na wszelki wypadek żadnej decyzji nie będzie podejmował? Że do tej pory za nic miał utratę zdrowia i mienia, więc jeździł bezmyślnie, a teraz jak mu grozi wyższa kara to się będzie bardziej starał? Nonsens!

No i piesi

To dość przerażające, że na trzecim miejscu na liście przyczyn wypadków jest nieudzielenie pierwszeństwa pieszym na pasach. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że statystyki mogą być nieco nadmuchane, bo bez wideorejestratora ciężko udowodnić przebieg zdarzenia, a w takich sytuacjach domniemywa się winę kierującego. Z orzecznictwem też i śmiesznie i strasznie. Sąd raz uznaje winę pieszego, który na zielonym został przejechany przez SUV-a, a drugi raz skazuje kierowcę za to, że pijany pieszy wbiegł mu na czerwonym prosto pod koła. Wszystko zależy od tego, czy „ojciec znanego prawnika” znajduje się za kierownicą, czy akurat tym razem, będąc pod wpływem alkoholu, przechodzi przez przejście.

Zawsze dziwił mnie problem przejść dla pieszych, bo w tej kwestii (z małymi wyjątkami) przepisy mamy najsensowniejsze w całej Europie. Wystarczy się do nich stosować, bez przerzucania odpowiedzialności z jednego na drugiego uczestnika ruchu.

Jakby nie było, nie ulega wątpliwości że brakuje edukacji zarówno po stronie kierowców (którzy nadal nie znają definicji wyprzedzania) jak i pieszych (którzy nie znają definicji niczego, ale z komentarzy w Internecie nauczyli się jak korzystać z przejść dla pieszych w sposób godny i nie oddający wyższości osobom kierującym pojazdami mechanicznymi). Dam sobie uciąć rękę, że do większości zdarzeń z pieszymi dochodzi na przejściach o ruchu niekierowanym, puszczanych przez wielopasmowe jezdnie. Na zachodzie zauważono ten problem i tam coś takiego nie występuje. Przeważająca większość przejść dla pieszych jest o ruchu kierowanym, a te o niekierowanym występują w rejonach niskiego ruchu lub stref ograniczenia prędkości do 30 km/h. W Polsce? Nie ma problemu... Przejścia dla pieszych, bez wstydu puszcza się przez wielopasmowe ulice i to o podwyższonej prędkości maksymalnej (patrz: trzypasmowa Unii Lubelskiej w Lublinie, lub czteropasmowa Kunickiego). I zamiast zlikwidować problem, wymyśla się jakieś bzdury w stylu bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych już w momencie wchodzenia na pasy lub konieczności bezwarunkowego zatrzymania się przed przejściem (tak jak przed znakiem B-20). W ogóle nie rozumiem założenia zgodnie z którym, skoro kierujący nie respektują pierwszeństwa pieszych na pasach i dochodzi do wypadku, to że wystarczy rozszerzyć pierwszeństwo pieszych by do tych wypadków przestało dochodzić. Jeżeli ktoś nie zauważa pieszego idącego przez jezdnię, to nie zauważy też pieszego wchodzącego na jezdnię.

Rzekomo za granicą piesi mają pierwszeństwo i to działa. Nie, nie działa! Polecam przyjrzeć się przepisom obowiązującym za granicą oraz orzecznictwu tamtejszych sądów. Poza kilkoma wyjątkami, w większości przypadków kierujący ma obowiązek umożliwić pieszemu wejście na pasy. Ale pod dwoma warunkami: pierwszy – pieszy sygnalizuje zamiar wejścia, drugi – pieszy nie może wchodzić na pasy jeśli mogłoby to spowodować zagrożenie w ruchu drogowym. To ma być niby dobre rozwiązanie??? Sygnalizacja zamiaru wejścia nie jest definiowana w przepisach ruchu drogowego żadnego z krajów. Jest to kwestia umowna. A teraz weźcie poprawkę na Polskie orzecznictwo oraz nasze układy i układziki. Jeżeli kierującym byłby VIP, to okazałoby się, że winnym zawsze jest pieszy, który zdaniem sądu nie sygnalizował wejścia na pasy w sposób prawidłowy. Jeśli VIPem byłby pieszy, to zdaniem sądu sygnalizował prawidłowo, tylko kierowca się nie zastosował. Super przepisy, takie nie za jednoznaczne... Pozostawiające dużo miejsca dla uznaniowości i interpretacji.

Zresztą abstrahując od tego, przejść dla pieszych o ruchu niekierowanym za granicą jest mniejszość. W Polsce większość. Wprowadzenie pierwszeństwa dla pieszych już w momencie wchodzenia na pasy, bez niezbędnych zmian w infrastrukturze, doprowadziłoby nie tylko do paraliżu komunikacyjnego ale również znaczącego wzrostu wypadków z udziałem pieszych. Polscy kierowcy przez lata nie potrafią się dostosować do przepisów dotyczących sygnalizatorów wyświetlających strzałkę warunkowego skrętu, do zasad korzystania z jezdni wielopasmowych czy zasady jazdy na suwak. Co dopiero tak wielka rewolucja w przepisach jak zmiana pierwszeństwa na przejściach dla pieszych.


Z moich doświadczeń jako użytkownika dróg publicznych nie wynika, by problemem była nadmierna prędkość czy zbyt niskie kary za przewinienia. Gdybym miał stworzyć listę cech (poza infrastrukturą), których wyeliminowanie pomogłoby pomóc w poprawie bezpieczeństwa na drogach, wyglądałaby ona następująco:

1. Agresja drogowa. Jeśli w którymś punkcie uważam, że kary są zbyt niskie, to właśnie w przypadku przestępstw i wykroczeń będących konsekwencją agresji drogowej. Jeśli ktoś jedzie 120 km/h i rozjeżdża pieszych na pasach – bo nie zdążył zareagować, to to nie jest w żadnym stopniu zachowanie umyślne. Jego celem nie było skrzywdzić innych. Jego celem było szybciej jechać, a że był głupi i mu wyobraźni zbrakło to nie zmienia w żaden sposób tego, że do zdarzenia doszło nieumyślnie. Natomiast cham który zajeżdża drogę innemu kierowcy na autostradzie, zmusza do zatrzymania, następnie, wyskakuje do niego z łapami i demoluje mu pojazd – robi to całkowicie świadomie i umyślnie. Jedynym motywem jego działania jest wyrządzenie szkody innemu użytkownikowi ruchu drogowego. W takim przypadku kara 200 zł (art. 90 KW) i ewentualne konsekwencje oskarżenia prywatnego to stanowczo za mało. Takie bydło trzeba eliminować z dróg. Mam tu też na myśli wszelkich „szeryfów”, „nauczycieli” i innych wyłudzaczy odszkodowań z kamerką i zderzakiem do lakierowania, którzy z Art. 3 UPoRD robią sobie spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.
2. Nietykalne święte krowy. Przede wszystkim nie widzę powodu, by immunitety chroniły przed odpowiedzialnością za wykroczenia w ruchu drogowym. Nie można mówić o bezpieczeństwie w sytuacji, jeśli niektóre grupy wyłączone są spod odpowiedzialności i mogą robić co chcą. A posiadacze immunitetów, to tylko wisienka na torcie. Od odpowiedzialności za wykroczenia drogowe wykpią się funkcjonariusze policji, prawnicy, celebryci, bogaci przedsiębiorcy, lokalni politycy, lekarze i inne osoby powszechnie znane, w których przypadku zarówno policja jak i sądy uznają że lepiej podlizać się i liczyć na rewanż, niż ukarać zgodnie z taryfikatorem. Szkodliwość społeczna jest wyższa niż się wydaje. Niższe warstwy społeczne, którym imponuje sposób bycia ww. „świętych krów” starają się być tacy jak oni. Tyle że jedyne co potrafią zauważyć, zrozumieć i naśladować w zachowaniu tych osób, to chamstwo, bezczelność i buta. Kupują BMW E60 lub Audi A6 C6 i odwalają manianę na drodze, dzięki temu wyglądając na ważniejszych niż są – wyjętych spod prawa, jeżdżących „prestiżową marką”. Niektórzy znają również znajomego kolegi funkcjonariusza straży miejskiej, dzięki temu (w ich mniemaniu oczywiście) wystarczy jeden telefon, by policja prawo jazdy w zębach zwróciła, a prokurator z podtulonym ogonem w trybie natychmiastowym umorzył prowadzone postępowanie. Tacy oczywiście prędzej czy później wpadną w tarapaty, ale zanim to się stanie, setki razy pojadą pod prąd, wyprzedzą na pasach, wjadą na czerwonym świetle, wyprzedzą na czołówkę czy dadzą szkołę zbyt wolno wyprzedzającemu na dwujezdniówce kierującemu. Inna rzecz, to pobłażliwość wobec łamiących przepisy motocyklistów i rowerzystów. W ostatnim tygodniu czytałem o trzech zdarzeniach w których udział brało dwóch rowerzystów i jeden motocyklista. We wszystkich przypadkach doszło do potrąceń pieszych na pasach (jeden przypadek śmiertelny). Wszystkie trzy zdarzenia łączyło jedno: sprawcy oddalili się, nie udzielając pomocy poszkodowanemu. W końcu nie tak łatwo złapać gnającego motocyklistę czy w żaden sposób nieoznakowanego rowerzystę, zamaskowanego w dodatku kaskiem i okularami przeciwsłonecznymi.
3. Niestosowanie się do sygnalizacji świetlnej. Każdy przejazd przez Lublin, skutkuje materiałem na niezłą kompilację kierowców olewających sygnalizację świetlną – zarejestrowanym za pomocą mojej kamery pokładowej. Ostatnio nawet zdarzyło mi się tak, że zatrzymując się na czerwonym, zostałem ominięty przez jadącego za mną, kierującego Mercedesem Sprinterem, który uznał że jeszcze można. Kiedy zapala się zielone, trzeba odczekać 3-4 sekundy aż ze skrzyżowania zjadą kierowcy, którzy wjechali na nie podczas wyświetlania sygnału czerwonego. Ostatnio w ten sposób przepuszczać musiałem... samochód nauki jazdy. Beztroska i bezkarność powodują, że takie sytuacje nie są niczym nadzwyczajnym, stały się normalnością. Ba – takie zachowanie jest społecznie akceptowalne, bo przecież „nikomu nie zrobił krzywdy”. Jestem w stanie zrozumieć, że nie zawsze można właściwie zareagować na sygnalizację – szczególnie jeśli reguluje ona ruch na odcinkach o podwyższonej prędkości maksymalnej. Wtedy zastosowanie się do niej, wymagało by gwałtownego hamowania, aby nie wjechać za sygnalizator w trakcie wyświetlania sygnału czerwonego. Moim zdaniem, każda sygnalizacja świetlna powinna być wyposażona w timer (w przypadku sygnalizacji akomodacyjnej, odliczający od 10) oraz rejestrator przejazdu na czerwonym świetle. Łupać jak leci wszystkich wjeżdżających na czerwonym, a timer po to, żeby nie było gadania, że „nie zdążyłem zareagować”. Tu nie ma żartów. Jak wskazują statystyki, najczęstszą przyczyną wypadków jest nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu. Należy też wprowadzić odpowiedzialność właściciela pojazdu w razie niemożności wskazania jego użytkownika, w momencie dokonania zarejestrowanego wykroczenia. Jeśli ktoś ma problemy z pamięcią, niech sobie kupi kajecik i tam notuje, albo nie udostępnia pojazdu osobom trzecim. Rynek aplikacji mobilnych również z pewnością zareagowałby na takie zapotrzebowanie i na smartfony pojawiłyby się aplikacje pozwalające na notowanie kto i kiedy miał udostępniony pojazd.
4. Zły stan techniczny pojazdów. A właściwie brak kultury technicznej Polaków. Czasem pojawiają się dyskusje na temat słuszności prowadzenia okresowych kontroli pojazdów, ale prawda jest taka, że jakby nie widmo zbliżającego się przeglądu, to cześć osób nie kiwnęła by palcem w sprawie niedziałających hamulców czy uszkodzonego zawieszenia. Jak już naprawa, to oczywiście na najtańszych zamiennikach, w najbardziej zabiedzonej stodole, na najbardziej zabitej dechami dziurze. Każdy zna chyba osobę, która np. przez półtora roku ignorowała kontrolkę niskiego ciśnienia oleju, a następnie pojechała tak do Portugalii czy innej Chorwacji na wczasy, gdzie przytrafiła się kosztowna i problematyczna awaria. Co dzieje się z wyobraźnią tych osób?! Druga rzecz to januszerka z oświetleniem. 20 lat temu każde auto wewnątrz musiało świecić na niebiesko, a standardy remizowe dyktował gulf i pasek. Obecnie podobnie musi się dziać na zewnątrz, stąd garażowy upgrade oryginalnych reflektorów za pomocą chińskiej myśli technicznej. Tandetne LEDy w miejsce standardowych żarówek, „zenony” czy DRL robione z listew ozdobnych LED, bez żadnej homologacji. A nawet jak już ktoś oszczędził agrotuningu swoim lampom, to przynajmniej musi je mieć niewłaściwie wyregulowane – przez co nie tylko on nic nie widzi, ale też oślepia innych. Opony? Im tańsze tym lepsze, a najlepsze bieżnikowane. Nieważne, że droga hamowania na takich wynalazkach bije rekord Guinnessa o jakieś 200%. Grunt, że były tańsze.
5. Wzajemne przerzucanie się odpowiedzialnością. Sprawa jest jasna. Ruch drogowy tylko wtedy jest bezpieczny, jeśli wszyscy przestrzegają przepisów. Im więcej wyjątków, im bardziej wybiórcze stosowanie się do przepisów, tym więcej zdarzeń drogowych. Słucham miejskich aktywistów, którzy twierdzą, że jako NURD zasługują na szczególną troskę, a przepisów przestrzegać nie muszą, bo w przeciwieństwie do kierowców nie zdawali żadnych egzaminów z ich znajomości. Racja. Gdyby aktywiści miejscy powiedzieli coś z sensem, to by ich kolektywnie brzuchy rozbolały. Czy jeśli nie jestem prawnikiem, a wobec tego nie zdawałem egzaminów ze znajomości przepisów KK to mogę sobie zabijać kogo chcę? Ignorantia legis non excusat. I tak piesi doskonale wiedzą, jak względem nich powinni zachować się kierujący. Za to nie widzą niczego złego w przechodzeniu na czerwonym, przebieganiu przez jezdnię czy przechodzeniu przez nią w niedozwolonym miejscu. Rowerzyści doskonale wiedzą jak względem nich powinni zachowywać się kierujący i piesi. Ale jednocześnie nie mają problemu z tym, by przejeżdżać wzdłuż przez pasy, jechać równolegle do ścieżki rowerowej, czy śmigać między pieszymi na chodniku. Kierowcy samochodów doskonale wiedzą co zabrania prawo rowerzystom i pieszym. Przy czym wyprzedzanie w niedozwolonym miejscu, nadmierna prędkość i niestosowanie się do sygnalizacji świetlnej nie jest dla nich niczym niedopuszczalnym. Nie. To tak nie działa.
6. Nieznajomość przepisów. Kiedy robiłem prawo jazdy w 2000 roku, pamiętam, że nikt żadnych przepisów mnie nie uczył. Miałem po prostu zaliczyć egzamin teoretyczny. Tyle, że ja wywodzę się pokolenia, którego przepisów RD uczono na lekcjach techniki w podstawówce i od którego wymagało się zdania egzaminu na kartę rowerową (nauczyciele cisnęli). Tutaj dodam, że zdanie egzaminu teoretycznego na kartę rowerową było trudniejsze niż zdanie egzaminu teoretycznego na prawo jazdy kategorii B. Zdając prawko miałem 18 (albo 21, nie pamiętam) zestawów testów, które wystarczyło wkuć na pamięć. Zdając na kartę rowerową odpowiadałem na trzy pytania, które aktualnie wymyślił sobie egzaminator. Oznacza to, że ludzie po prostu przepisów nie znają. I to jest pierwszy problem. Drugi wynika z nieznajomości niepisanych (w UPoRD) zasad, które poznaje się wraz z nabywaniem doświadczenia. O ile oczywiście chce się je poznać. Wpuszczanie pieszych na pasy, stosowanie zasady zamka błyskawicznego celem rozładowania zatoru na drodze lub pasie podrzędnym, sygnalizowanie prawym kierunkowskazem możliwości wyprzedzenia, robienie miejsca wyprzedzającym przez maksymalne zjechanie do prawej krawędzi, stosowanie świateł awaryjnych przy dojeżdżaniu do zatoru drogowego, udzielenie pierwszeństwa na zwężeniu osobie jadącej pod górę czy zajmowanie lewego pasa na drogach ekspresowych w obszarze skrzyżowań... Takie zachowanie nie wynika z UPoRD. To normy wypracowane (lub wdrożone na podstawie dobrych praktyk zagranicznych) przez doświadczonych kierowców, pozwalające na unikanie stresowych i niebezpiecznych sytuacji. I one są fajne, dopóki taki weteran nie zetknie się niedoświadczonym, albo złośliwym, który wykorzysta jego zachowanie do wymuszenia odszkodowania, albo po prostu celem zwykłego, plebejskiego zrobienia na złość. Sytuacji nie ułatwiają też politycy, którzy pod wpływem emocji i krzyku tłumu lobbują wprowadzanie nielogicznych, bezsensownych i wzajemnie sprzecznych zmian w przepisach (patrz ostatnie przepisy dotyczące obowiązku jazdy na suwak, które krytycznie komentowałem). Podsumowując dużym problemem jest nie tylko to, że ludzie przepisów nie znają, ale również to, że po prostu poznać ich nie chcą...
Ostatnia aktualizacja: 14.09.2019 11:43:09
Dodano: 10 dni temu
Do MarcinGP: no to teraz już rozumiem, a przynajmniej wyobrażam sobie tok sprawy.
Dodano: 10 dni temu
Do paweldejko: to skomplikowane trochę, przynajmniej dla mnie, bo sprawy są dwie i obie karne. Jedną ma żona o narażenie dziecka będącego pod jej opieką, a drugą sprawca. Dopiero po uznaniu winy sprawcy przez sąd można wytoczyć sprawę cywilną ale nie robi się jej sprawcy tylko ubezpieczycielowi, bo sprawca zaraz wykaże, że nie ma majątku, a miał dużo czasu aby poprzepisywać wszystko. Z resztą to młody koleś mieszkający u rodziców więc pewnie niewiele ma.

Co do określenia "nasz biegły" to źle się wyraziłem. Jest sądowy ale wynajęty prywatnie i wskazany przez adwokata. Robi analizy wypadków nie tylko w Polsce. Natomiast "domorosły specjalista" to była przenośnia spowodowana moją irytacją na to, odwalił robotę "po łebkach".
Dodano: 10 dni temu
Do MarcinGP: co to znaczy "domorosły specjalista"? Jeśli obaj panowie wpisani są na listy przy SO to między nimi jest znak równości i nie ma znaczenia skąd kto pochodzi, ani tym bardziej ile stron zawierała opinia. Jeśli opinię wydał biegły ad-hoc, to są to osoby o ustalonej renomie i reputacji. W sytuacji, gdy biegli wydają różne opinie, sąd powinien powołać trzeciego biegłego lub eksperta który oceni pracę obu biegłych.

Na marginesie - trochę mi się nie klei twoja historia. Proces jest cywilny, czy karny? Kto oskarża żonę o narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia (art. 160 KK)? Jesteście oskarżonymi, czy oskarżającymi? Jeśli oskarżonymi to przez kogo i z jakiego paragrafu? Jak to "nasz biegły"? Biegły sądowy nie może być "wasz", bo tytułem biegłego specjalista może się posługiwać tylko w przypadku wykonywania opinii zleconych przez organy procesowe. Jeśli wywołaliście opinię prywatnie, to sąd zawsze będzie stawiał wyżej opinię biegłego wpisanego na listę, niż tą dostarczoną przez strony w procesie. Natomiast jeśli specjalista na opinii prywatnej podbił się pieczątką biegłego, to jest to dla sądu powód nie tylko do odrzucenia dowodu, ale też do wykreślenia biegłego z listy (takie działanie jest nielegalne).
Dodano: 10 dni temu
Do VAGuberalles: to bardziej skomplikowane, bo sprawca sprytnie się broni, nie przyjeżdżał na rozprawy gdy pracował za granicą, a my za każdym razem adwokata czy biegłego ciągaliśmy do Nowego Targu z Warszawy. To kosztuje i to sporo. Z resztą sprawdza się powiedzenie, że Górale między sobą się wadzą ale jak pojawia się obcy, np. z nizin to trzymają się razem. Takiej paranoi w sądzie i prokuraturze dawno nie widziałem. Nasz biegły od wypadków komunikacyjnych, jeden z najlepszych w Polsce zrobił analizę i wydał opis na ponad 100 stron, a domorosły znawca z jakiejś wioski pod Nowym Sączem to podważa na kilku kartkach i sąd daje wiarę jemu, a nie specjaliście. To jest normalne?
Dodano: 10 dni temu
Fajnie napisane.
U nas ani wyższe kary ani zaostrzenie przepisów dużo nie dadzą, bo większość myśli, że ma farta i się upiecze... bo wszyscy przecież tak jeżdżą, bo jest okazja się popisać autem, zdolnościami auta i własnymi umiejętnościami... tu trzeba by zacząć od zmian w naszej mentalności, w postrzeganiu co jest właściwe, przewidywaniu następstw.
Nie ma społeczeństwa idealnego, gdzie wszyscy są dobrymi kierowcami i z nami nie jest aż tak źle. Jest dużo do zrobienia by było lepiej ale idealnie to nigdzie nie ma .
Dodano: 10 dni temu
Do MarcinGP: Myślę, że zainteresowanie trzeciej władzy znacząco przyspieszyłoby Wasz proces i skierowało go na właściwą drogę. Ja po wypadku sądziłem się rok i dostałem co chciałem.
Dodano: 11 dni temu
Ja dorzucę coś od siebie: Od prawie czterech lat sądzimy się po tym jak moją żonę i córkę idących chodnikiem przejechał dostawczak. Córka poleciała do szpitala helikopterem, a żona karetką. Musieliśmy za własne pieniądze brać niezależnych biegłych od medycyny, wypadków komunikacyjnych i adwokatów, bo tzw. państwowe dochodzenie chciało udowodnić, że matka idąca chodnikiem z 6-letnią córką naraziła ją na utratę życia lub zdrowia. Gdzie miały iść, po dachach? Zamiast walczyć o odszkodowanie musimy udowadniać winę sprawcy, a to chyba zadanie prokuratury. Chyba nie muszę mówić ile kosztują biegli i adwokaci... System sądownictwa u nas jest chory.

Nie mówię, że zawsze jeżdżę zgodnie z przepisami ale gdy np. widzę jadące dziecko z matką, czy ojcem rowerem to omijam takim łukiem jakbym TIR'a wyprzedzał żeby uniknąć sytuacji gdy dziecko, czy nawet rowerzysta się zachwieje i wpadnie przed maskę.

PS. Ostatnio prawie 3 miesiące leczyłem się po tym jak wyprzedzające mnie auto potrąciło mnie gdy jechałem rowerem, bo kierowcy nie chciało się zaczekać aż auto jadące z przeciwka przejedzie i wciskał się na trzeciego, no i uciekł, nawe się nie zatrzymał, a ja cały potłuczony, połamane żebra i twarz zdarta o asfalt. Teraz już nie trzymam się na rowerze maksymalnie prawej krawędzi tylko z metr od niej żeby nie kusić ryzykownych wyprzedzeń przez kierowców. Czasami zatrąbią ale mam to gdzieś...
Dodano: 11 dni temu
Do VAGuberalles: prawdopodobnie wszystkie te "niepisane zasady" wynikają albo z Konwencji Wiedeńskiej albo przepisów ruchu drogowego krajów zagranicznych (choćby jazda na suwak) - a w Polsce wzięły się jako dobra praktyka zaobserwowana przez kierowców podróżujących za granicą.. Ich "niepisaność" polega na tym, że nie znajdują się w UPoRD. I choć konwencje są nadrzędne nad ustawami, to w Polsce przytacza się przepisy i definicje z UPoRD - czy to w czasie szkolenia kierowców, czy w czasie ich karania, czy w czasie orzekania o winie.
Dodano: 11 dni temu
Do humvee5: no i trafiłeś, jakoś nie chce mi się... ;-)
Dodano: 11 dni temu
Do VAGuberalles: Ci co mają prawo jazdy to jeszcze resztki świadomości ryzyka posiadają. Najgorsi są rowerzyści i piesi, czasami zachowują się jak samobójcy.
Dodano: 12 dni temu
Udzielenie pierwszeństwa na zwężeniu osobie/pojazdowi jadącym pod górę wynika z Konwencji Wiedeńskiej, Artykuł 12. - warto czasami tam zajrzeć, wtedy wiadomo skąd wynikają "niepisane" zasady ;)

Wpuszczanie pieszych na pasy w polskich realiach to niedźwiedzia przysługa, można przyczynić się w ten sposób do śmierci/kalectwa pieszego, w związku z tym nigdy nie zachęcam pieszych do wejścia przed moją maskę.

Zdarzenia na drogach wynikają głównie z głupoty/kołtuństwa kierujących. Nie mają inteligencji/wyobraźni, zdolności przewidywania czasami wydaje się nawet, że nie mają mózgu.
Dodano: 12 dni temu
Do humvee5:
Ja też wątpię.
Dodano: 12 dni temu
Do humvee5:
Trzaskowianka niegazowana, lekko wstrząśnięta i jeszcze bez lodu.
Dodano: 12 dni temu
Moje wnioski: pomóc może odpowiednia edukacja od najmłodszych lat zarówno instytucjonalnie (od przedszkola) jak i w zaciszu domowym (rodzice ogarnijcie się) oraz prawidłowo ukształtowane sumienie, czyli ogólnie wychowywanie nowych pokoleń w duchu poszanowania drugiego człowieka i otaczającego nas świata i zasad w nim panujących, a nie tylko patrzenia na czubek własnego nosa.
Dodano: 12 dni temu
Do MarcinGP: wątpię [spioch]
Dodano: 12 dni temu
O matko! Skąd to skopiowałeś. Czytałem wybiórczo,bo późno. W dzień przestudiuję...
Dodano: 12 dni temu
Do mucko1: trzaskowiankę 😂 niegazowaną

Jak zasugerował @Paweldejko, rozmawiamy o wypadkach - na lądzie i na rzece 😂
Dodano: 12 dni temu
Do humvee5:
Chyba nawet nie, bo Płock dostaje z glancem.
Dodano: 12 dni temu
Do mucko1: dostaniemy tyle tego samego co od Was Płocczanie 😂
Dodano: 12 dni temu
w podobnym tonie bezbrzeżnej głupoty policja podaje swoje "osiągnięcia".
Pierwszy przykład z brzegu. W mojej okolicy wprowadzono parę lat temu strefę "uspokojonego ruchu" czyli 30km/h. Pal licho, że połowa ulic jest zwyczajnie za szeroka i o małym natężeniu pieszych, żeby to miało sens.
Policja rok po wprowadzeniu strefy podała do wiadomości, że oto, hurra, strefa tempo 30 działa. Na potwierdzenie tezy według ich badań ilość wypadków w tej dzielnicy spadła o 50%. Istotnie, liczba zdarzeń drogowych spadła tylko, że nie podali ani czy te zdarzenia dotyczyły samochodów, czy rowerów czy pieszych i z jakiego powodu i czy którekolwiek z tych zdarzeń było spowodowane zbyt wysoką prędkością a trzeba nadmienić, że i tak się tam nie da rozwinąć zawrotnych prędkości, chyba nie widziałem nikogo kto jedzie szybciej niż 60.
Dodano: 12 dni temu
Do humvee5:
Nie zapłacili i ciężko będzie im to wyrwać.
Dodano: 12 dni temu
Jak mówiła Terencja, żona Marka Tuliusza Cycerona do Męża przed procesem Caiusa Werresa: "skróć swoje przemówienie" [hihi]

A propos przekraczania prędkości, gdzie najczęściej nas to spotyka? Włączam tempomat na 90 km/h, odcinek przez las - bo sarny, bo jelenie. Niemal zawsze ktoś przykleja się do ogona, a zawsze wyprzedzają SUV-y premium.
W zabudowanym, prawie na końcu wioski przy podmiejskich aglomeracjach - tempomat na 60, Yanosik podkreśla aktualną prędkość na pomarańczowo, a wyprzedzają wszyscy.
Ekspresówka - ustawiasz tempomat 100 na 100, a wyprzedza Cię co drugi.
Na S7 ustawiłem kiedyś tempomat 130 na 120 i udało mi się sporo ludzi wyprzedzić.

Co do kampanii "prędkość zabija", pisał o tym za czasów "Motoru" w latach 2001-2002 Piotr R. Frankowski, obalając tezę i uzasadniając, że zabija głupota i brawura. Do głupoty włóczył zły stan dróg, pojazdów i zdrowia psychicznego pijanych, naćpanych lub cyklistów bez oświetlenia nocą.

Co do dróg w Niemczech - zniszczyli u nas podczas wojny dużo mostów i dróg, osłabili gospodarczo i reparacji wojennych nie zapłacili...
Najnowsze blogi
Dodano: 1 dzień temu, przez yatsec
W zeszły weekend odbyła się w Sosnowcu w hali Silesia EXPO druga edycja MotoLegends. Wystawiliśmy tam 8 swoich pojazdów jako "Gliwickie Klasyki" (można nas znaleźć pod tą nazwą na ...
10 komentarzy
Dodano: 3 dni temu, przez paweldejko
Na Facebooku wyświetlają mi się sponsorowane treści od Otomoto. Przeważnie są to jakieś ciekawe oferty. Tym razem pojawił się Bugatti Chiron. 18 000 000 zł... spoko. No właśnie. ...
7 komentarzy
Dodano: 3 dni temu, przez mucko1
No właśnie, krótko i na temat – moja żona zajeździła kolejny odkurzacz. Normalnie robota pali Jej się w rękach, tylko dlaczego włącznie z silnikami odkurzaczy? :)))) Jako, że Piaseczno ...
75 komentarzy
Marki społeczności
Aktualnie online
Szukaj znajomych
Login:
Miejscowość:
Województwo:
Opony letnie w oponeo.pl